Dzień na placu budowy

Na placu budowy świeciło słońce. Mała żółta koparka Kubuś obudziła się w swoim garażu. Był ciekawy dnia. Lubił, gdy coś się działo. Lubił też pomagać.
Pan Marek podszedł z planem. Obok stała wywrotka Ruda. Dziś mieli zamienić duży dół w miękką piaskownicę dla przedszkolaków. Dzieci miały przyjść jutro.
Kubuś spojrzał na wielki kamień, który leżał na środku. Był ciężki i nie chciał się ruszyć. Kubuś poczuł, że mu obcięło chęć. Bał się, że jest za mały, by pomóc.
Pan Marek poklepał go po ramieniu.
“Nie martw się, Kubuś. Razem damy radę.”
Ruda zatrąbiła cicho.
“Zróbmy to powoli. Każdy mały ruch się liczy.”
Kubuś wziął głęboki oddech. Usiadł blisko kamienia i zaczął pracować. Najpierw robił małe kopnięcia wokół. Potem wysypywał piasek do Rudy, a Ruda zabierała go dalej. Kubuś czasem myślał, że zaczyna się męczyć. Ale uspokajał się i robił krok po kroku.
Kubuś uśmiechnął się i zaczął pracować małymi, spokojnymi ruchami — dzięki temu kamień powoli odkrywał drogę.
Krok po kroku, łopatka po łopatce, piasek znikał. Ruda śpiewała cicho piosenkę, a Pan Marek podawał kubek z ciepłą herbatą na przerwę. Na placu zrobiło się ciepło i radośnie.
Wreszcie kamień przesunął się wystarczająco. Dół stał się prosty i miękki. Pan Marek uśmiechnął się szeroko.
“Dobra robota, Kubuś!”
Kubuś był dumny. Nie był największy, ale był wytrwały i miły. Kiedy dzieci przyszły następnego dnia, pobiegły do nowej piaskownicy. Śmiała się i klaskała mała dziewczynka, a chłopiec zbudował zamek z piasku.
Wspólnie zbudowali piaskownicę, a w sercach wszystkich zrobiło się ciepło.
Kubuś położył łyżkę i patrzył. Był szczęśliwy. Wiedział, że pomóc można na różne sposoby. Czasem trzeba być cierpliwym. Czasem poprosić o pomoc. Najważniejsze było, że wszyscy pracowali razem i dbali o innych. Kubuś zamknął oczy i pomyślał, że jutro znów chętnie przyjdzie na plac budowy.




