Dzień na kolorowej łące

Zosia rano założyła kapelusz i poszła na łąkę. Było tam miękko od trawy, a kwiaty śmiały się kolorami. Motylki tańczyły nad stokrotkami jak małe, kolorowe chmurki.
Zosia usiadła na kamyku i patrzyła. Chciała zobaczyć wszystkie kolory nieba na skrzydełkach motyli. Wtem zobaczyła małego motylka ukrytego pod liściem.
“Chodź, motylku,” powiedziała Zosia cicho.
“Nie chcę… bo moje skrzydełka są plamiste,” szepnął motylek. Miał na imię Kropka.
Zosia pochyliła się bliżej. W dłoni trzymała jeden mały kwiatek.
“Ja lubię plamki,” uśmiechnęła się. “Może zatańczymy razem?”
Kropka był nieśmiały. Inne motyle przefrunęły wysoko i zawołały:
“Przyjdź z nami, Kropko!”
Kropka spojrzał w górę, ale jego skrzydełka drżały.
Zosia usiadła spokojnie i śpiewała cicho piosenkę, którą znała od mamy. Śpiewała tak długo, aż wiatr przestał gonić chmury. Pszczółka Basia przysiadła obok i patrzyła.
“To miły śpiew,” powiedziała Basia. “Czekajmy razem.”
Zosia poczekała. Nie spieszyła się. Przyniosła jeszcze jeden kwiatek i położyła go blisko Kropki. Kropka powąchał kwiatek, podniósł główkę i powoli rozprostował skrzydełka.
“Masz piękne plamki,” wyszeptała Zosia.
Kropka błysnął w słońcu. Pierwszy malutki lot był niepewny, potem lepszy. Inne motylki zatańczyły wokół, jakby malowały powietrze.
Zosia poczuła, że serce jej rośnie, bo pomogła nowemu przyjacielowi otworzyć skrzydełka.
Razem z Kropką i motylkami Zosia pobiegła po łące. Każdy motylek miał inny kolor i wszystkie wyglądały pięknie. Zosia śmiała się cicho, trzymając w dłoni mały bukiecik. Kropka usiadł jej na palcu i szeptał:
“Dziękuję.”
Gdy słońce zrobiło się lekko złote, Zosia pożegnała się z przyjaciółmi.
“Do jutra,” powiedziała. Motylki odpowiedziały falując skrzydełkami.
Na łące zostało ciepło i spokojnie — bo jedna mała pomoc i dużo cierpliwości stworzyły nową przyjaźń.
Zosia wróciła do domu z uśmiechem. Myślała o plamkach na skrzydełkach i o kwiatkach, które pachniały jak lato. Zamknęła oczy i zasnęła, śniąc o kolorowej łące.







