Dzień na ciepłym parapecie

Puszek był małym, puszystym kotkiem, który bardzo lubił ciepło słońca. Rano wskakiwał na szeroki parapet i wylegiwał się tam godzinami. Słońce pieściło jego futerko, a on mruczał cicho ze szczęścia. Lubił patrzeć na ulicę, na drzewa i na przechodzące chmury. Czasem migał mu motylek, czasem przysiadła sikorka na gałązce. Wszystko było spokojne.
Pewnego dnia do parapetu przyszła mała sikorka. Skakała blisko szyby i śpiewała swoje radosne piosenki. Puszek wysunął nos i posłuchał. Potem przyplątał się sąsiad, kotek Mruczek. Był trochę większy. Spojrzał na Puszka i na ciepłe miejsce.
— Można tu usiąść? — zapytał Mruczek cichym głosem.
Puszek zawahał się przez chwilę. Miejsce było jego. Lubił mieć je tylko dla siebie. Ale spojrzał na Mruczka i przypomniał sobie, jak Zosia rano dawała mu więcej mleczka, kiedy przychodził do niej także Mruczek.
Puszek przesunął się trochę w stronę szyby i zrobił miejsce.
— Chodź, siadź obok — mruczał spokojnie.
Mruczek ucieszył się i zamruczał także. Sikorka dalej śpiewała nad nimi. Słońce nagle schowało się za chmurą i zrobiło się chłodniej. Zosia zauważyła, że kotki znużyły się i przyniosła miękki kocyk. Położyła go na parapecie tak, żeby wszyscy mogli się przytulić.
Puszek przytulił się do Mruczka. Czuł ciepło kocyka, czuł oddechy przyjaciela. Zobaczył, że dzielenie miejsca sprawia mu radość. Sikorka zaś przypięła się na rogu ramy i śpiewała dalej, jakby opowiadała miłą kołysankę.
Puszek zasnął z uśmiechem, bo miał przy sobie przyjaciela i wiedział, że ciepło jest fajniejsze, gdy można się nim podzielić. Wszystkie trzy stworzonka spały spokojnie, a świat za szybą był łagodny i bezpieczny.





