Auto i zagubiony znak

Zosia spacerowała po osiedlu z małym czerwonym autkiem, które nazywała Czerwinek. Lubiła liczyć samochody i patrzeć, jak jeżdżą po ulicy. Tego ranka zobaczyła coś nietypowego przy chodniku. Na trawie leżał szary, metalowy znak. Był cały brudny i pochylony. Wyglądał, jakby się zgubił.
Zosia podniosła znak i przytuliła do siebie Czerwinka.
„Chyba zgubiłeś drogę” — powiedziała do autka. Czerwinek mruknął w jej wyobraźni mały dźwięk silnika. Zosia postanowiła pomóc.
Podeszła do pana ogrodnika, który podlewał kwiaty.
„Czy ten znak komuś spadł?” — zapytała Zosia.
Pan ogrodnik uśmiechnął się i przetarł ręce.
„Może przy wjeździe do parkingu. Pomogę ci poszukać” — odpowiedział.
Zosia i pan ogrodnik szli po osiedlu, trzymając znak za jeden koniec. Czerwinek toczył się obok nich. Spotkali małego psa o imieniu Felek.
„Uważajcie przy przejściu dla pieszych” — zaszczekał Felek jakby ostrzegał.
Zosia spojrzała na przejście. Tam był wolny słupek, na którym brakowało znaku. Wyglądało na to, że właśnie tam znak powinien stać.
Zosia umyła znak przy fontannie. Woda zabłysnęła na metalu. Potem razem z panem ogrodnikiem i Felkiem podeszli do wolnego słupka. Zosia uniosła znak i przytrzymała. Pan ogrodnik delikatnie przytwierdził go z powrotem. Gdy znak zajął swoje miejsce, wszyscy odetchnęli z ulgą.
Zosia uśmiechnęła się szeroko, bo znak znów mógł pomagać kierowcom i pieszym.
Na chodniku stała babcia z wózkiem. Pochyliła się i powiedziała ciepło:
„Dziękujemy, że zauważyłaś i pomogłaś.”
Zosia poczuła ciepło w sercu. Czerwinek zadźwięczał cicho, jakby też był dumny.
Wrócili do parku na swoją ławeczkę. Słońce świeciło spokojnie. Zosia położyła Czerwinka obok siebie i pomyślała, że pomoc innym sprawia radość. Felek zawarnął ogonem. Pan ogrodnik podarował jej mały kwiatek.
I wszyscy uśmiechnęli się, bo znak znów stał na swoim miejscu.






