Anioł i radość bycia blisko

Zosia nie mogła zasnąć. W nowym pokoju wszystko było inne: inne okno, inna poduszka, nawet pluszak Puszek wyglądał trochę zagubiony. Siedziała na łóżku i przytulała go mocno. Nagle przy szybie pojawiło się maleńkie światło. Stał tam aniołek — nie wielki, nie groźny, tylko mały i ciepły jak latarnia nocą.
„Cześć, Zosiu,” szepnął aniołek.
Zosia uśmiechnęła się choć trochę się jeszcze bała.
„Cześć,” odpowiedziała cicho.
Aniołek usiadł na parapecie i rozwinął skrzydełka tak miękkie, że wyglądały jak miękka kołderka. Nie mówił dużo. Zamiast tego zaproponował spacer po pokoju, który wyglądał teraz jak cały świat wyobraźni. Poszli najpierw do regału. Aniołek palcem wskazał książkę z obrazkami i Zosia poczuła, że pragnie pokazać komuś każdy rysunek.
„Pokażesz mi swoją ulubioną stronę?” spytał aniołek.
„Tu, z kotkiem!” zawołała Zosia i otworzyła książkę.
Czytali razem szeptem. Aniołek nucił cichą piosenkę, a śpiew był jak kołysanka. Kiedy Zosia odczuła, że serce bije jej szybciej, aniołek wziął jej dłoń i delikatnie ją potrzymał. Puszek wskoczył na kolana i zasnął. W pokoju zrobiło się tak spokojnie, że Zosia zapomniała o smutku.
Następnego ranka zza okna ktoś pomachał. To był chłopiec z naprzeciwka z ciasteczkiem w plecaku. Zosia poczuła, że chciałaby mu pomachać z powrotem, ale nie wiedziała jak zacząć. Aniołek uśmiechnął się i pokazał prosty sposób: uśmiech i małe „cześć”.
Zosia otworzyła okno.
„Cześć,” powiedziała nieśmiało.
Chłopiec odpowiedział szerokim uśmiechem i zaproponował wspólną zabawę przy drzewie. Zosia podała mu jedno ciasteczko. Chłopiec podzielił się historyjką o swoim kocie.
Aniołek usiadł na ramieniu Zosi. Jego obecność była cicha i miła. Bycie blisko kogoś sprawiło, że Zosia przestała czuć się samotna i odkryła, że ma w sobie odwagę, by powiedzieć „cześć”. Puszek mruczał, słońce świeciło, a nowe znajomości zaczynały rosnąć powoli i spokojnie, jak drobne kwiatki na wiosnę.







